MACHINA (2006) – Christina Aguilera Polska | Centrum Fana
POST ZOSTAŁ DODANY PRZEZ: Motylek   DNIA: Czerwiec 21, 2014   KATEGORIE WPISU: 2006, Artykuły,


AGUILERA SIĘ PRZEBIERA

Po nagraniu kolejnej płyty zamierzam rozpocząć starania o dziecko – oświadczyła Christina Aguilera. Aż trudno oprzeć się wrażeniu, że ta deklaracja to jeden z chwytów marketingowej kampanii, poprzedzającej ukazanie się jej najnowszego krążka Back To Basics. Bo niby o co teraz opowiadać o macierzyństwie, które jest w planach i to wcale nie najbliższych? „Raczej szybciej niż później zamierzam mieć rodzinę”, błyskotliwie replikuje piosenkarka. Ech…

Przynęta rzucona, dziennikarze chętnie ją chwycą i będzie kolejny temat do plotek, spekulacji i komentarzy. A, jak wiadomo, podczas promocji nowego albumu, obowiązuje jedna zasada: im głośniej, tym lepiej. Stąd pewnie macierzyńska deklaracja gwiazdy w popularnym programie MTV „1 Leicester Square”.

Stąd zapewnienia rebeliantki, że zamierza się ustatkować. Dla niedowiarków ma pierwszy dowód: pozbyła się wszystkich dwunastu kolczyków (tego w sutku i tego najbardziej intymnego też). „Kolczyki to już przeszłość. Teraz mam nowy wizerunek. Jestem artystką, która ciągle się zmienia” – opowiada Aguilera. Wygląda na to, że motorem zmian jest mąż 25-letnie gwiazdy, producent muzyczny Jordan Bratman. Biżuteria zniknęła po tym, jak para wzięła ślub, a wcześniejsze deklaracje artystki, żę „nigdy, ale to przenigdy, nie pozbędzie się małego kółka w sutku”, poszły w niepamięć. Jeszcze niedawno gwiazda zapewniała: „Nie stanę się grzeczna dziewczynką, tylko dlatego że wyszłam za mąż. Ja po prostu jestem seksowna. I zawodowo – jako artystka, i prywatnie – jako kobieta. Kobieta powinna być dumna ze swojego ciała. Ja jestem, bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie”.

BO WE MNIE JEST SEKS

Jej pierwszy album „Christina Aguilera” (1999) rozszedł się w szesnastu milionach egzemplarzy! Niekwestionowany sukces, którego do dzisiaj nie udało jej się pobić. W ciągu roku od debiutu miała dwa numery jeden na amerykańskiej liście przebojów i zaśpiewała podczas finałowych rozgrywek futbolu amerykańskiego, czyli podczas Super Bowl. A to nie byle co: najpopularniejszy wśród Amerykanów sport, najdroższe reklamy w przerwach rozgrywek i miliony widzów przed telewizorami. Aguilera zaśpiewała też dla prezydenta Billa Clintona i – jakby tego było mało – zgarnęła muzycznego Oscara sprzed nosa Britney Spears. Miała zaledwie jeden singiel „Genie In A Bottle”, ale to wystarczyło, żeby otrzymać nagrodę Grammy dla najlepszej Nowej Artystki. Miała zaledwie dziewiętnaście lat… Wtedy złościło ją, że podczas koncertów fani gapią się na jej tyłek, a chłopcy z pierwszych rzędów krzyczą: „Zdejmuj bluzkę!”. Jednak już wtedy zdrowy, biznesowy rozsądek był silniejszy od wstydu: „Moja praca to dawanie ludziom rozrywki. Dlatego w tańcu wykonuję zmysłowe ruchy i poruszam biodrami. Dlatego mam wyzywające kostiumy. Nie mogę rozczarować publiczności”. Z czasem Christina przestała się korygować i tłumaczyc wizerunek wymaganiami rynku. Otwarcie przyznała: „Uwielbiam się rozbierać. Czuję się nieswojo, kiedy mam zakryte całe ciało”. I rzadko kiedy ma! Raczej więcej odkrywa, niż zakrywa. Tak jak podczas MTV Movie Awards w 2001 roku, kiedy razem z Pink, Lil’Kim i Myą brawurowo wykonały superhit „Lady Marmalade”. Widowisko kapało seksem, a Aguilera czuła się, jak ryba w wodzie. Zdecydowanie gorzej z wizerunkiem sexbomby radzi sobie jej mąż. A kochana żona ciągle stawia przed nim nowe wyzwania. Przykład? Czerwcowa okładka męskiego magazynu „GQ”, czyli naga Christina „ubrana” jedynie w krwiście czerwoną szminkę i burzę blond loków. Doprowadzenie pozycji leżącej (na białym prześcieradle) do perfekcji zajęło artystce i stylistom okrągłą godzinę. Miała być ultraseksowna. Miała być jak Marilyn Monroe. I była. Tak jej się spodobało, że chciała podpisać kolejny lukratywny kontrakt za zdjęcia topless. Podobno po to, żeby postawić tame spekulacjom, że sztucznie powiększyła sobie biust. Tamę postawił jednak Jordan, który uparcie walczy o zmianę wizerunku Christiny. Nie chce juz gołych pośladków jak w teledysku „Dirrty”, nie chce nagich czy nawet półnagich zdjęć. Jako rasowy producent muzyczny uważa, że muzyka Aguilery wybroni się bez wsparcia golizny. Naiwny?

RADOSNY EKLEKTYZM

Loki, falbany, koronki skąpe topy, lamparcie (obowiązkowo biodrówki) i mocny makijaż. Ikoną stylu Aguilera nigdy nie była, ale twarzą domu mody Versace – a i owszem. I trudno się dziwić. Obie panie: Christina i Donatella Versace maja wiele wspólnego. Lubią skąpo. Lubia bez gustu. Lubią solarium. Lubia odważnie. I lubią siebie. Radosny eklektyzm artystka stosuje nie tylko w swoim stroju. Podobnie wyglądał jej ślub. Oczywiście miał być skromny i tylko dla listopada najbliższej rodziny. oczywiście nie był. 17 listopada 2005 roku. Romantyczna winnica w Dolinie Napy w Kalifornii. i mało wystawne, trzydniowe wesele. Festiwal sławnych i bogatych. Ranking nazwisk i liczb. pan młody wystąpił we fraku od Diora, panna młoda – w sukni od Christiana Lacroix, a jej druhny – w kreacjach zaprojektowanych przez żonę Steviego Wondera, Kai Millę.
Obrączki wykonał słynny londyński jubiler Stephen Webster, autor pięciokaratowego, platynowo-diamentowego pierścionka zaręczynowego artystki. Organizacją uroczystości dla 125 osób oraz rodziny zajął się Michael Glapinsky, dobry znajomy Jennifer Aniston i Brada Pitta. Teraz musiał sprostać wyrafinowanym, gustom i zachciankom Aguilery. I sprostał. Pierwszego dnia gościom zafundowano toskańskie klimaty. Były smażone kalmary, homary, szampan i wina. Kolejny dzień fiesty to gejsze, japońska herbaciarnia, drzewka wiśni i sushi z ulubionej restauracji pary w Los Angeles. Najważniejszy był jednak dzień trzeci. Romantyczny zachód słońca wyznaczył początek uroczystości. Czyli… pomieszania z poplątaniem.Wszystko odbyło się nad pustym basenem, gdzie wybudowano replikę gotyckiej świątyni. W ślubnym pochodzie szły do ołtarza trzy ukochane psy Christiny. Goście mogli płakać, bo para młoda zaopatrzyła ich w ręcznie haftowane, jedwabne chusteczki. Żeby ostudzić emocje, przyjęcie odbyło się w krainie Królowej Śniegu. Śnieg był sztuczny, granice krainy wyznaczał namiot,a w menu brakowało tylko miętowego opłatka. Za to nie zabrakło tabletek na kaca. Nawet o tym pomyślała perfekcyjna Christina. Po męczących uroczystościach ona i on udali się w podróż poślubną na Bali. I niczego się nie bali, bo lubią i czują podobnie (no, może z wyjątkiem rozbieranych sesji Aguilery). Jordan wiedział, jak przygotować zaręczyny, żeby wybranka jego serca bez chwili wahania powiedziała „TAK”. Wszystko odbyło się podczas wspólnych wakacji w Kalifornii, w hotelowym pokoju. Jordan udekorował go płatkami róż oraz różowymi i czerwonymi balonami. Wszędzie ustawił ozdobne pudełka z prezentami i wierszami, które sam napisał dla ukochanej. „W ostatnim pudełku był zaręczynowy pierścionek. Jordan, klęcząc, zapytał: ‚Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?’. Dostałam skrzydeł. I tak czuję się do dziś!” relacjonuje Aguilera. Wszystko jak w bajce. Wszystko, jak na prawdziwa księżniczkę przystało.

BEZ PRACY NIE MA MYSZKI MIKI

Prawdziwa księżniczka musiała ciężko zapracować na swój tytuł. Obyło się bez spania na ziarnku grochu, za to nie obyło się bez szkolnych konkursów talentów, telewizyjnych występów w programie „Star Search” (jako 8-latka) i trampoliny do wielkiego świata wielkich sław, czyli Klubu Myszki Miki. W dziecięcym kanale mała Aguilera pokazywała się u boku swojej przyszłej rywalki Britney Spears i jej przyszłego chłopaka – Justina Timberlake’a. Miała wtedy dwanaście lat, ale to, czym się chce zajmować w życiu wiedziała już dużo, dużo wcześniej. Przypuszczalnie, dużo, dużo wcześniej wiedziała to jej mama, która należy do sprawnej grupy sprawnych amerykańskich menedżerek własnych dzieci. Od dziecka przygotowywała córkę do roli gwiazdy. Były lekcje muzyki, tańca i śpiewu. Nie było prawdziwego dzieciństwa. Była praca. „Kiedy wpadałam w depresję, wmawiałam sobie, że na pewno dostanę wreszcie kontrakt z wielką wytwórnią płytową. Zaciskałam zęby i powtarzałam moją mantrę: Nie poddałam się do tej pory, nie poddam i teraz”. Jak maszyna zaprogramowana na sukces.
Sukces przyszedł szybciej niż się spodziewała. I maszyna, i jej mama. W 1998 roku wytwórnia Disneya ogłosiła konkurs na wykonanie tytułowej piosenki do animowanego filmu „Mulan”. Osiemnastoletnia Christina zamknęła się w pokoju i na domowym magnetofonie nagrała przebój Whitney Houston „I Wanna Run To You”. Wysłała demo producentom, a dzień później leciała już do studia w Los Angeles. Jej wersja utworu „Reflection” dostała potem nominację do Złotego Globu w kategorii „najlepsza piosenka filmowa”. Po takim sukcesie, artystka nie narzekała na brak ofert. Milionowy kontrakt z wytwórnią RCA i sypiące się, jak z rękawa propozycje od producentów i autorów tekstów. Bardzo konkretne, bo już nad pierwszą płytą Aguilery pracowali specjaliści od sukcesów Cher, Moniki, Aaliyah, Brandy, Brand New Heavies, N’Sync i Boyzone.
Szybko okazało się, że na nowej gwiazdce można zbić krocie. Na jej wizerunku też. Na rynku pojawiła się więc Christina-lalka. Rozmiarów barbie, oczywiście w obcisłych spodniach-bojówkach i krótkiej kurteczce. Lalka śpiewała hit swojego prototypu „Genie In A Bottle”. A Aguilera śpiewająco podbijała świat. Spełniło się marzenie za marzeniem, ale cały czas brakowało jej prawdziwej miłości. I kogoś jeszcze… Miłość znalazła w pracy. Starszy o cztery lata producent muzyczny błyskawicznie podbił jej serce. Młody Żyd jest, jak twierdzi gwiazda, „jedynym mężczyzną w jej życiu”, o czym śpiewa w swoim nowym singlu „Ain’t No Other Man”.
W tym życiu brakowało jednak innego mężczyzny. ojca. Aguilera miała sześć lat, kiedy urodzony w Ekwadorze żołnierz amerykańskiej armii, Fausto, rozstał się z jej matka. Od tamtej pory ani Christina, ani jej siostra nie miały kontaktu z ojcem. Aguilera miała czas, żeby oswoić się z brakiem męskiego wzorca. I przyzwyczaiła się. Przed ślubem przekonywała sama siebie:„Jestem artystką, mogę wszystko zagrać. Spokojnie, bez towarzystwa taty, podejdę do ołtarza”. W Stanach to właśnie ojciec towarzyszy córce w drodze do nowego mężczyzny. Ale kiedy przy dźwiękach „Ave Maria” Christina samotnie kroczyła w stronę Jordana, zdała sobie z czegoś sprawę. „Nagle dotarło do mnie, że byłoby miło mieć męski wzorzec, mieć w ojcu obrońcę, który daje poczucie bezpieczeństwa na całe życie”– powiedziała w wywiadzie dla magazynu „Billboard”.

MOJA PRZYJACIÓŁKA, BRITNEY

Poznały się na Florydzie. Oczywiście w pracy. Obie były gwiazdkami dziecięcego programu „Klub Myszki Miki”. Obie już wtedy marzyły o wielkiej muzycznej karierze. „Któregoś dnia usłyszałam w radiu znajomy głos: O Boże, to Britney! Skoro jej się udało, mnie tez musi”. Podobno były jeszcze wtedy przyjaciółkami. Podobno jeszcze ze sobą nie rywalizowały. Podobno…
Potem rywalizacji, zazdrości i złości nie dało się już ukryć. Walczyły o fanów, miejsce na listach przebojów i względy Madonny. Obie się z nią całowały podczas kontrowersyjnego wspólnego występu na MTV Video Music Awards. „Britney wydawała się wycofana, nawet podczas prób. Sprawiała wrażenie małej, zagubionej dziewczynki, która desperacko szuka kogoś, kto wskaże jej drogę”, opowiadała potem Aguilera. Spears replikowała:„Christina podeszła do mnie w klubie i usiłowała wetknąć mi język do gardła. Widziałyśmy się pierwszy raz od dwóch lat…To raczej ona jest zagubiona”. Britney nawet przez chwilę nie uwierzyła w troskę eksprzyjaciółki: „Tyle razy była w stosunku do mnie wulgarna, nie nabiorę się już na puste słowa”. Podobno w twarz powiedziała Aguilerze: „Przerażasz mnie”. Artystki rywalizowały też o kontrakty reklamowe. Kiedy Britney reklamowała Pepsi, Christina negocjowała właśnie wart dziesięć milionów dolarów kontrakt z Coca-Colą. Oczywiście cały czas dziewczyny toczyły wojnę na słowa. Wygląda na to, że Aguilera ma to we krwi. Britney chwilowo zeszła jej z drogi, więc Christina znalazła sobie nowego wroga: Mariah Carey. Ostatnio opowiadała magazynowi „GQ”: „Byłyśmy na imprezie, Mariah się upiła i była w stosunku do mnie arogancka. No, ale to się wydarzyło w momencie, kiedy brała leki po załamaniu nerwowym”. Carey nie pozostała jej dłużna: „Mam nadzieję, że Christina ma się lepiej, niż kiedy ostatnio ja widziałam. Wtedy wprosiła się na moją imprezę i fatalnie się zachowywała. Rozumiem, że promuje teraz nowa płytę i musi wyciągać stare brudy, żeby mieć o czym opowiadać w wywiadach”. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że kiedy Aguilera zaczynała karierę, magazyn „Time” ogłosił ja następczynią Mariah Carey. Ostatnio jednak temperatura w wojnie nieco spadła. Mariah oświadczyła, że wybacza Christinie i się za nią modli. Ta odpowiedziała, że czas skończyć ze złą energią:” Nie chciałam zasmucić Mariah. Moje wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu, szanuje ją”. Na pewno i szczerze szanuje Madonnę: „Za wygląd. Za połączenie macierzyństwa z pracą. Za sukces”, wymienia jednym tchem, a po chwili zastanowienia dodaje: „Ja też nie mam na co narzekać!”

Z TWARZĄ MARILYN MONROE

„Nigdy nie byłam szczęśliwsza” – deklaruje Aguilera. „Byle głupota nie jest w stanie wyprowadzić mnie już z równowagi. Odnalazłam swoje miejsce na Ziemi”. I odnalazła swój nowy wizerunek. Dziś Krystyna jest królową. A jej inspiracją – Mariyn Monroe. „Nawet jeśli wybieram się tylko do studia nagraniowego, maluję usta na czerwono”. Prawdziwa dama. Dama, która zamierza promować swój najnowszy album w jazzowych klubach, nie wyłączając legendy Nowego Jorku, Blue Note. „Back To Basics” to hołd złożony trzem gatunkom: jazzowi, bluesowi i soulowi. „To nie oznacza, że dzisiejsza muzyka jest bez serca, ale za dużo w niej technologii. Dziś każdy może zostać piosenkarzem, a kiedyś trzeba było umieć śpiewać”. Trzeba się też umieć sprzedać. A w tym Aguilera jest mistrzynią. Jak zwykle, wszystko ma dokładnie przemyślane i zaplanowane. Doskonale wie „What a Girl Wants”. Wie i przy jej determinacji pewnie uda się jej to osiągnąć.

Kiedy grałam pop, byłam bardziej postacią komercyjną. Ale zawsze byłam prawdziwa

CHRISTINA AGUILERA URODZIŁA SIĘ W 1980 ROKU W NOWYM JORKU. KARIERĘ ROZPOCZĘŁA W 1999 ROKU, A W 2005 DO WSPÓŁPRACY ZAPROSIŁ JĄ SAM HERBIE HANCOCK, NA KTÓREGO ALBUMIE „POSSIBILITTES” ZAŚPIEWAŁA W KAWAŁKU „A SONG FOR YOU”.

Na początku Twojej kariery media często porównywały Cię z Britney Spears. Czy to Ci przeszkadzało?
Nie bardzo Tak było tylko przez pewien czas, kiedy uważano mnie za piosenkarkę pop. Po premierze „Stripped” w 2002 roku postanowiłam stworzyć coś własnego. Oderwałam się od wszystkiego, co nie było moje. Pamiętam, że były to dla mnie ciężkie czasy – zostałam zraniona prze tych, którym najbardziej ufałam. Album ten nagrałam będąc pewna siebie i swoich uczuć. Dzięki temu poczułam się bardziej stabilna, gdyż odnalazłam moją prawdziwą osobowość. Wiem, że to wszystko musiało się stać po to, żebym znalazła się tu, gdzie jestem teraz.

Jak oceniasz karierę Twoich przyjaciół z Klubu Myszki Miki: Britney Spears i Justina Timberlake’a?
Nie chcę o nich rozmawiać.

Co myślisz o swoich muzycznych rywalach: Lindsay Lohan, Hilary Duff czy Kelly Clarkson?
Kelly Clarkson ma potężny głos. Znam ją i wydaje mi się, żę jest dobrą osobą.

A pozostałe dziewczyny?
Koncentruję się bardziej na mojej pracy i nie słucham ich.

Skąd wziął się pomysł na to, aby na nowej płycie pojawiła się muzyka z lat 20., 30. i 40.?
Zawsze chciałam nagrać solowa płytę, ale nie wiedziałam, kiedy to nastąpi. Podczas ostatniego tournee zdałam sobie sprawę, że aby to zrobić, powinnam sięgnąć trochę w przeszłość i wybrać takie rytmy, które najlepiej pasują do mojej osobowości.

Czy to prawda, że kiedy byłaś mała, stawałaś przed lustrem i śpiewałaś utwory tego gatunku?
Tak, od 10 lat chodzimy razem z mamą i babcią do sklepu ze starymi płytami. Kiedy tam wchodzę, czuje się, jakbym znała osobiście wszystkich największych artystów… Ta muzyka ma duszę i serce. I to jest właśnie to, co chcę przenieść również na swój album. Od dawna fascynuje mnie muzyka Billie Holiday czy Niny Simone.

Co napełnia Cię takim optymizmem przy tworzeniu nowej płyty?
Ostatnio przydarzyło mi się wiele wspaniałych rzeczy. mam 25 lat, a w tym wieku człowiek szybko się uczy. Mój mąż (producent Jordan Bratman) poświęca mi wiele uwagi i wspiera mnie w moich działaniach. Wszystko jest o wiele łatwiejsze, kiedy jesteś zakochana. Ubiegły rok był kompletnym szaleństwem. Nigdy już nie powtórzę tego błędu, jakim było wydanie płyty i wyjście za mąż jednocześnie.

Jak myślisz, jak fani odbiorą Twoją nowa Płytę?
Mam nadzieję, że razem ze mną wejdą do tego świata. Nie myślę o tym, czy stracę fanów, bo nie tworzę muzyki tylko po to, żeby sprzedawaę płyty. Robię to przede wszystkim dla samej siebie i stara się być na tle kreatywna, na ile est to możliwe.

Nawet kosztem przestania być gwiazdą pop?
A czemu nie?

Czy dlatego Twój nowy album ukazał się w wydaniu dwupłytowym?
Album ma tematykę zbiorową:jest mieszanką różnych stylów:jazzu, soulu i bluesa. Pierwsza płyta jest bardziej moja i DJ Premier’a. Jest nowoczesnym spojrzeniem na muzykę sprzed lat. Zaś druga zawiera całkiem odmienny materiał i rozpoczyna się głosem Lidy Perry (piosenkarka znana z udziału w zespole 4 Non Blondas).

Myślisz, że muzyka zmieniła Cię od czasu, kiedy stawiałaś swoje pierwsze kroki?
Tak, nawet bardzo. Kiedy grałam pop, byłam bardziej postacią komercyjną i za taką mnie uważano. Teraz jest całkiem inaczej.

Słyszałam, że masz zamiar występować w Hiszpanii.
Mówią tyle rzeczy na mój temat! Zawsze rozpisują się o tym, czy gdzieś pojadę, czy nie, dlatego nie bądźcie źli, jeśli pewnego dnia nie pojawię się tam, gdzie napisali. Prawdą jest jedynie to, że mam zamiar nagrać płytę po hiszpańsku.

Czy to ma być coś nowego?
Nie. Chodzi mi o przeniesienie niektórych utworów, z mojego nowego albumu na język hiszpański. Choć nie ukrywam, że chciałabym jednak, aby pojawiło się również coś nowego, taka mieszanka.

Czy „Back To Basics” jest czymś w rodzaju przejścia do innej ligi? Z idolki nastolatek stajesz się prawdziwa artystką?
Ale ja zawsze byłam prawdziwa. Krytycy nie wiedzą, że uczestniczyłam przy tworzeniu wszystkich moich projektów, że biorę udział w procesie komponowania, miksowania i produkcji. Jestem detalistką i wkładam całe serce we wszystko, co robię. Chcę najlepiej jak tylko mogę czerpać z życia, wykorzystać wszystko, co los stawia na mojej drodze.


UDOSTĘPNIJ TEN WPIS: