Machina (2011) – Christina Aguilera Polska | Prasa
POST ZOSTAŁ DODANY PRZEZ: MissKatelicious   DNIA: Październik 19, 2011   KATEGORIE WPISU: 2011,

CHRISTINA AGUILERA UZNAŁA, ŻE ŚWIAT MUZYKI TO ZA MAŁO I POSTANOWIŁA PODBIĆ DUŻY EKRAN. JAK JEJ POSZŁO W „BURLESCE”, NAJLEPIEJ PRZEKONAJCIE SIĘ SAMI. TYLKO MACHINIE OPOWIADA O SINIAKACH, CAŁKIEM NIEZŁYM CIELE (SWOIM) I CO SIĘ DZIEJE, KIEDY NA FILMOWYM PLANIE SPOTKAJĄ SIĘ DWIE DIWY.

Wieść niesie, że jest złośliwą i kapryśną diwą, nawet swoich najbliż- szych współpracowników traktuje z góry i bez powodu obraża się na dziennikarzy. Ale to nieprawda. W każdym razie nie dzisiaj. Aguilera zmieniła wizerunek. W czasie wywiadu sprawiała wrażenie zestresowanej. Zacinała się, nerwowo chichotała, kręciła. Może dlatego, że rozwiodła się z producentem muzycznym Jordanem Bratmanem i bała się pytań dotyczących prywatnego życia? Kilka dni po zakończeniu promocji filmu udzieliła jednak obszernego wywiadu na ten temat magazynowi „People”. Jak mówiła na jego łamach: „Relacje między nami były niezdrowe, unieszczęśliwiały nas oboje. Nie chciałam zranić Jordana, czuję się rozdarta przez rozpad rodziny. Ale kiedy trwasz w nieszczęśliwym małżeństwie, cierpią dzieci”. Od rozwodu widywana jest z Matthew Rutlerem, który pracował w ekipie technicznej „Burleski”. Wedle najnowszych doniesień, cała trójka mieszka razem, bo były mąż Aguilery nie zdążył się jeszcze wyprowadzić. Ale Christina nie chce, żeby tematy prywatne zdominowały jej debiut na wielkim ekranie. Wyraênie ma ochotę zostać aktorką z prawdziwego zdarzenia, jak partnerująca jej w „Burlesce” Cher. Czy jej się uda?


Ponoć od dawna chciałaś zagrać w filmie. Wreszcie się udało. Jak wrażenia?
Christina Aguilera: Dobre, inne, zaskakujące… Kariera muzyczna przyzwyczaiła mnie do tego, żeby totalnie koncentrować się na sobie, wyrażać siebie i swoje uczucia. Czy chodzi o pisanie piosenki, czy występ na scenie, zawsze jestem ja. Ja i tylko ja się liczę. Tymczasem w filmie oczekiwano ode mnie, bym przeskoczyła siebie. Traktowała swoje uczucia jako punkt wyjścia, który pozwoli mi wczuć się w sytuacj ę obcej mi postaci powstałej w głowie scenarzysty. Czyli to, co w muzyce jest dla mnie punktem dojścia, tu jest dopiero punktem wyjścia. Nie jestem profesjonalistką, więc nie miałam innego pomysłu na stworzenie postaci wfilmie, jak tylko całkowicie zanurzyć się w jej świecie. Zależało mi na tym, żeby nie udawać, żeby każda łza mojej bohaterki Ali by- ła szczera i prawdziwa, a nie zrobiona przez charakteryzatorów. Podczas pracy nad „Burleską” bardzo dużo czasu poświęciłam na grzebanie w przeszłości, analizowanie swoich reakcji w róż- nych sytuacjach. Cały smutek mojej bohaterki zbudowałam na analizowaniu swoich relacji z ojcem, o których nie raz mówi- łam i śpiewałam, więc wszyscy wiedzą, że trudno byłoby nazwać je pozytywnymi. Kiedy skończy- łam film, odkryłam, że to doświadczenie uczyniło ze mnie bardziej wrażliwą i bezbronną osobę. Otworzyłam się dzięki filmowi i odsłoniłam swoje czułe miejsca.

Miałaś czas pochylać się nad swoimi uczuciami? Z tego, co wiem, zazwyczaj podczas przygotowań do musicali aktorzy spędzają po 12 godzin dziennie, pocąc się w sali treningowej.
Masz złe informacje. Albo mnie oszukali, że tak musi być, bo my siedzieliśmy na treningach i po 17 godzin. Zasuwaliśmy jak szaleni. Musiałam od początku nauczyć się wszystkich technik tanecznych, bo te, z których korzystam jako piosenkarka, są zupełnie różne od tych burleskowych. A w dodatku zarówno ja, jak i partnerujący mi Cam Gigandet, mieliśmy bardziej przechlapane niż reszta. Zaczęliśmy zdję- cia w listopadzie. Do stycznia kręciliśmy wszystkie sceny, które gramy tylko we dwoje i te, które gram sama. Reszta ekipy dołączyła do nas dopiero po feriach noworocznych. A jeszcze może wspomnę o tym, że wcześniej, zanim weszłam na plan, zdążyłam napisać większość piosenek do filmu. Niezła harówka.

Słyszę w twoim głosie nutę skargi? Fabryka Snów okazała się nie taka bajkowa?
Nie narzekam. Kiedy zobaczyłam scenę otwierającą film, którą gram praktycznie sama, odwróci- łam się w kinie do jednego z szefów wytwórni Sony i niemal wrzasnęłam: „Patrz, gram w filmie!”. Dopiero wtedy do mnie dotarło. Uczucie było wspaniałe!

Będzie drugi raz?
W przypadku „Burleski” miałam okazję robić wszystko, co lubię: spróbować aktorstwa, śpiewać, tańczyć i pisać piosenki. Ale chciałam wziąć udział w promocji tego filmu również po to, by ludzie zobaczyli we mnie aktorkę, a nie tylko piosenkarkę. Jak tylko skończę trasę promocyjną, zamykam się w domu i czytam scenariusze. Zaczęłam już powolutku umawiać się na spotkania z agentami i producentami, robić wstępną selekcję projektów, w których mogłabym wziąć udział. Póki co, nic tak porywającego jak „Burleska” nie wpadło mi w ręce. Ale nigdy nic nie wiadomo, może coś przeoczyłam. Prawdę mówiąc, początkowo wcale nie chciałam, by moim debiutem na dużym ekranie był musical. Śpiewany film wydawał mi się zbyt bliski mojemu wizerunkowi – gwiazdy muzyki.

Co cię przekonało?
Przestałam ze sobą walczyć, gdy okazało się, że w filmie będę miała szansę zaśpiewać piosenkę jednej z moich ulubionych wokalistek, Etty James: „Something’s Got a Hold on Me” i „I’m a Good Girl” – jedną z moich ukochanych piosenek na świecie. Pewnie to znaczy, że moje serce nale- ży jednak do muzyki.

„Burleska” to jednak inna muzyka niż ta, z którą jesteś kojarzona. Czy dla Christiny Aguilery – wokalistki to było nowe doświadczenie?
To, co musiałam pokazać w filmie, wokalnie było miejscami skrajnie różne od mojej normalnej osobowości scenicznej. Zaledwie dwie piosenki z filmu: „Express” i finałową „Burleskę” zaśpiewałam tak, jakbym zrobiła to na swoim koncercie. Kiedy interpretowałam Ettę James, chciałam nadać jej piosence bardziej rockowe brzmienie, chropawy ton. Zale- żało mi, żeby to nie była kopia jej wykonania. To miała być moja piosenka, w której słychać mój wielki szacunek dla Etty James. Ale zdecydowanie najdalsza od mojego normalnego wykonania piosenki jest filmowa „I’m a Good Girl”. Mój wokal w niej jest delikatny, flirtujący, powiedziałabym – uroczy. Nie ma w nim śladu mojego normalnego „grrr”. Dla tej piosenki zabiłam na chwilę lwicę, która jest w moim głosie.

W filmie gra też (i śpiewa) wielka legenda muzyki – Cher. Jak było razem na planie? Zdarzały się spięcia między diwami?
Spotkanie z Cher zapisze się w mojej pamięci jako lekcja niezliczonych dobrych rad – zarówno w sprawach osobistych, jak i zawodowych. Wiem, to Cher! Mi też chodziły ciarki po plecach. Nie mogłam uwierzyć, że TA CHER zachowuje się w stosunku do mnie jak stara kumpela. Wszystkie obawy, że gwiazda jej formatu ma powody do przerośniętego ego, okazały się bezpodstawne. Przed pierwszym spotkaniem byłam przerażona. Wiele razy wyobrażałam sobie, jak ono mogłoby wyglądać. Miałam nadzieję, że przy naszej różnicy wzrostu przynajmniej będę miała na sobie wysokie obcasy! Tymczasem poznałyśmy się, kiedy w jakimś tragicznym stroju, klapkach i z dzieckiem na rękach szłam na próbę tańca. Byłam zła, krzyknęłam: „Nie wyglądam wystarczająco dobrze, by zobaczyć się z Cher, to niesprawiedliwe!”. Ale i tak poszłam. Kiedy producent przekonywał Cher do wystąpienia w „Burlesce”, powiedział jej, że ja tak za nią szaleję, że wypiłabym wodę po jej kąpieli. Nie pozostało mi więc nic innego, jak tylko przywitać się z nią słowami: „To ja jestem dziewczyną, która chce wypić wodę po twojej kąpieli”. Ona zachowała się słodko – objęła mnie i powiedziała: „Dobrze, że tu jesteś”. Kiedy tylko przyjechała na plan, przywitała się ze wszystkimi tak serdecznie, że całe napięcie związane z poznaniem jej z nas wyparowało. Dotego Cher ma bardzo ciekawe podejście do aktorstwa – lubi ryzykować, sama podsuwa odważne pomysły na swoją postać reżyserowi, nie waha się robić rzeczy dziwnych.

Ty też nie stronisz od ryzyka. W filmie jest sporo scen rozbieranych z twoim udziałem.
Zawsze czułam się dobrze w swoim ciele i zupełnie komfortowo ze swoją seksualnością, także szybko przyzwyczaiłam się do nagości przed kamerą. Nic na to nie poradzę. Jestem otwarta. Posunęłabym się tak daleko, jak to potrzebne, żeby uzyskać efekt, o który chodzi w filmie. Zresztą – na planie musicalu trudno nie być zadowolonym ze swojego ciała. Taki film to najlepsza dieta, o jakiej słyszałam. Miesiące prób tanecznych i tempo, w jakim pracowaliśmy, spowodowały, że co tydzień, dwa moje kostiumy były zmniejszane, tak szybko chudłam. To, co fizycznie mi przeszkadzało, to wcale nie nagość czy skąpe kostiumy, tylko potworny ból i siniaki, których nabawiałam się podczas burleskowych numerów i seksownych wygibasów na pod- łodze. Proporcjonalnie do liczby poprawek krawieckich, które trzeba było robić przy zmniejszaniu moich kostiumów, rosły tony pudru do charakteryzacji, który zużywano do zamalowywania kolejnych siniaków. Kino to brutalna zabawa. Powoduje, że człowiek jest strasznie poobijany i wychudzony.

A psychicznie nie czułaś się poobijana? Wspomniałaś, że film sprawił, że czujesz się bardziej bezbronna i wrażliwa.
Robiąc ten film, dorosłam, to pewne. Wiele rzeczy się we mnie zmieniło w ciągu tego roku, kiedy nad nim pracowaliśmy. Po pierwsze – zawodowo mam wrażenie, że robiąc film muzyczny, po raz pierwszy mogłam w pełni rozwinąć skrzydła. Po drugie – poniekąd dotarłam do samej siebie. Uświadomiłam sobie, i Bóg mi świadkiem, że nie chciałabym mieć znów 20 lat, robić wszystkiego od nowa, wszystkiego znów się uczyć, próbować. Cieszę się, że jestem już po drugiej stronie przepaści emocjonalnej, która dzieli 20-latkę od 30- latki. Mam wrażenie, że przeży- łam swego rodzaju przebudzenie. Zrozumiałam, czego chcę, kim jestem i czego potrzebuję, by być szczęśliwa. Czuję, że to moment, kiedy zaczynam w moim życiu nową podróż i jestem bardzo ciekawa, jaka ona będzie.

Może nie tylko film to wszystko w tobie zmienił. W końcu krótko przed nim urodziłaś dziecko…
Narodziny dziecka to taki moment w życiu kobiety, kiedy zyskuje się pewność siebie. Dzięki synowi zaczęłam być z siebie dumna. Wiem, że życie mojego syna jest bezpieczne i komfortowe dzięki mojej ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że kiedyś będzie z tego dumny. I że moja droga zainspiruje go do tego, by sam próbował sięgać jak najwyżej, wyznaczać sobie cele, nie ograniczać swojej wyobraźni. Pracujące matki, którym udało się coś osiągnąć, są najlepszym wzorem dla dzieci. Oczywiście, nic nie jest łatwe. Teraz muszę umawiać nagrania w czasie, kiedy on ma czas na drzemkę. Ale to ważne, by być wzorem dla swojego dziecka. Oby okazało się, że nie tylko dla niego, bo dla mnie „Burleska” to film z przesłaniem. Ali staje sama przeciwko światu, który źle ją potraktował,  i wygrywa tę bitwę.  Jeśli jakakolwiek nastolatka poczuje  dzięki temu filmowi, że  warto walczyć o swoje, będę zadowolona.  Może moja popularność  spowoduje, że dziewczyny  będą chciały się zmieniać i sięgać wyżej, niż wydaje im się to  możliwe. Irytuje mnie, że ludzie  lubią gadać o tym, że chcą coś  zmienić, ale nigdy tego nie robią.  Tkwią w swoim nieszczęściu, w swoich małych miasteczkach,  z wiekiem coraz bardziej  ograniczając swoje  oczekiwania. Chciałabym, by  odważyli się myśleć inaczej  dzięki temu, że dziewczyna znikąd,  taka jak Ali albo taka jak ja,  też się odważyła.

Opowiadałaś wcześniej, że inspiracji  do pracy aktorskiej szukałaś  w swojej przeszłości. Nie pytałaś  o rady dotyczące tej roboty zawodowych  aktorów, jak Stanley  Tucci, z którymi występowałaś  w „Burlesce”?
Zaczęłam od utożsamienia się  z Ali, bo dzielimy ból, który  przeżyłyśmy w przeszłości,  a który dał nam siłę, by iść  do przodu, uciec od tego, co złe,  i zbudować coś nowego. Z kolei  po rozmowach z reżyserem  Stevem Antinem zaczęłam szukać  inspiracji dla mojej postaci  w Dorotce z „Czarnoksiężnika  z krainy Oz” i w „Alicji w Krainie  Czarów”. Moja bohaterka  równie naiwnie jak one wchodzi  w nieznany świat piękna,  zmysłów i muzyki. Aktorzy…  Nie byli zbyt pomocni. Raczej  mieli ze mną trochę zabawy.  Na początku pracy nad filmem  byłam jedyną osobą, która nie  potrafiła utrzymać kamiennej  twarzy, kiedy oni robili miny  za kamerą. Psuli wszystkie moje ujęcia. Byłam z siebie naprawdę dumna, kiedy pod koniec zdjęć nauczyłam się  nad tym panować. Wreszcie  poczułam, że należę do ich rodziny.


UDOSTĘPNIJ TEN WPIS:







By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close